31. Po drugiej stronie

niedziela, 1 stycznia 2017

Hanka

Nie mogłam zasnąć. 
To na pewno przez multum myśli, które kotłowały się w bolącej od nadmiaru wrażeń głowie. Ten chaos przygnębiał mnie i wpędzał w coraz gorszy nastrój. Od jakichś dwóch godzin zastanawiałam się, co ja, do cholery!, robię w Warszawie; w tym łóżku, bo choć wygodnym, to jednak nie własnym; w męskiej koszulce zamiast mojej piżamy; ze śladami pocałunków Kowala na moich ustach (skóra nie mogła zapomnieć ciepła jego warg). Z każdą kolejną chwilą spędzoną w stolicy, w cudzym, zupełnie obcym dla mnie mieszkaniu, uświadamiałam sobie, jak wielką byłam idiotką, dając się ponieść emocjom. I strachowi. I jeszcze wierze, że absurdalny pomysł z wyjazdem przyniesie ze sobą coś dobrego. 
Proste pytanie pozostawało jednak wciąż bez odpowiedzi: dlaczego nie zostałam z Małgorzatą? Przecież nie wyrzuciłaby mnie z domu, na pewno mogłabym posiedzieć trochę dłużej, a może nawet na kilka dni się zadomowić, aż się wreszcie uspokoję i bez obaw wrócę do Pożarowa. Ale nie! Mnie ciągnęło do innego miasta, do mężczyzny, którego ledwie znałam, by być jak najdalej od Czarka. Ach, i jeszcze z innego powodu: aby coś sobie i innym udowodnić – bo przecież mogę pewnego dnia wsiąść w pociąg i pojechać, gdzie tylko mi się zamarzy, gdzie tylko zechcę, bo mam do tego pełne prawo; jestem dorosła i sama potrafię podejmować decyzje, prawda? Taki psikus, bo to gówno prawda! Jedyne, co sobie uświadomiłam, to ogrom własnej głupoty. Koncertowa idiotka, nikt więcej. Nawet nie chciałam sobie wyobrażać, z jakimi konsekwencjami przyjdzie mi się zmierzyć. Dużo tego piwa nawarzyłam, oj, dużo. 
Jeszcze jedna rzecz sprawiała, że nie mogłam zasnąć: głosy. O ile byłyby tylko w mojej głowie, to potrafiłabym je jakoś uciszyć, o tyle tych dochodzących z kuchni wcale. Konrad i Kowal rozmawiali w najlepsze; co prawda starali się mówić ciszej ze względu na porę i pewnie też na mnie, jednak ciągle ich słyszałam. Nie rozumiałam konkretnych słów, nie dosłyszałam, o czym dyskutowali, ale na pewno się nie kłócili – a tego właśnie spodziewałam się, gdy nagle, dosłownie znikąd!, pojawił się przy mnie Czyżewski. Myślałam, że się wścieknie i narobi takiego rabanu, że wyjdę z mieszkania i wrócę pieszo do Pożarowa. I szczerze powiedziawszy, wolałabym, aby tak właśnie było. 
Kiedy wreszcie udało mi się zasnąć, tylko przez zupełne wyczerpanie, spałam twardo przez kilka godzin. Gdy w mieszkaniu było już zupełnie jasno, ocknęłam się, sekundę nie do końca będąc świadomą, co się działo wokół mnie. Całą noc leżałam na jednym boku, przewróciłam się więc na plecy, aby się trochę rozprostować i odciążyć ścierpnięte ramię, dopiero wtedy zauważając, że nie byłam w łóżku sama. Westchnęłam cicho, powtarzając w myślach brzydkie przekleństwo; niewiele brakowało, a uderzyłabym Konrada ręką – o ile nie czułabym się źle z powodu zadania mu fizycznego bólu, tak jego gwałtowne przebudzenie skończyłoby ten względny spokój. Na całe szczęście dzielił nas bezpieczny dystans, więc w nocy żadne z nas nie mogło przytulić się nieświadomie do drugiego. Odetchnęłam z ulgą. Chociaż bardzo chciałam się mu przyjrzeć, gdy spał tak błogo, nie poddałam się tej, jak ją na szybko nazwałam, chwili słabości – jeszcze uświadomiłabym sobie, że bardzo za nim tęskniłam. Delikatnie podniosłam się i wstałam, po czym po cichutku zeszłam na dół. 
Spodziewałam się zastać Kowala, bo myślałam, że tej nocy spał na kanapie, ale nie pozostał po nim nawet ślad. Może wyszedł wcześnie rano czy też zniknął po skończonej rozmowie z Konradem? A może Czyżewski poćwiartował go i wrzucił do lodówki? Ani w salonie, ani w łazience, ani nawet w lodówce Kowala jednak nie było i gdy już to sobie brutalnie uświadomiłam, poczułam irracjonalny strach, bo przecież zostałam sama z Konradem. 
Sam na sam. W obcym mieście. W jego mieszkaniu. Jak skazana na jego obecność. Nic dziwnego, że oprócz strachu pojawiła się też nuta ekscytacji. No tak, jakżeby inaczej, w końcu nadal był Konradem Czyżewskim. Moim Konradem. 
– Napijesz się czegoś?
Aż wzdrygnęłam się ze strachu, słysząc lekko zachrypnięty głos dobiegający z góry, który rozniósł się po całym mieszkaniu. Konrad pewnie obudził się, gdy trzasnęłam raz i drugi drzwiczkami od szafek w kuchni. No cóż, ale ja przecież szukałam tam Kowala... 
Odruchowo zaczęłam rozglądać się dookoła siebie i poprawiać włosy, wyprostowałam się i stanęłam tak, aby Konrad nie mógł mnie czasami zagonić w miejsce, gdzie nie miałabym możliwości ucieczki – to chyba były oznaki paniki. Ze złości zacisnęłam mocniej szczęki, bo przecież oprócz przydługiej koszulki miałam na sobie tylko majtki – bez spodni i stanika moja pewność siebie spadała jeszcze bardziej niż zwykle. 
Konrad zszedł powoli z antresoli, a ja, w międzyczasie zajęłam już strategiczną pozycję na granicy kuchni i korytarza, skąd wystarczyły tylko dwa kroki do łazienki. Kiedy Czyżewski podszedł bliżej, oparł dłoń o lodówkę i otaksował mnie wzrokiem. Tak, to było spojrzenie, którego się po nim spodziewałam i to, za którym tak bardzo tęskniłam. Chyba zaczęłam się różowić na twarzy, wskazywał na to nagły przypływ gorąca. Założyłam ręce na piersi i odezwałam się wreszcie: 
– Chciałabym skorzystać z toalety – oznajmiłam od niechcenia. Konrad nawet nie starał się ukrywać swojego rozbawienia, ja natomiast próbowałam zachować dla siebie to, że sama nie wiedziałam, o co tak naprawdę mi chodziło. Rany, wystarczyła minuta sam na sam z Konradem, a ja zaczynałam świrować. On w międzyczasie swobodnie krzątał się po wokół, wyciągnął z szafki kubki, zmielił kawę, zachowywał się tak, jakbyśmy przez ostatni miesiąc widywali się codziennie.
– A jak już skorzystasz – westchnął, pewnie po to, aby się nie roześmiać, rzucając mi przy tym przykrótkie spojrzenie – będziesz zainteresowana śniadaniem?
Po mieszkaniu zaczął się rozchodzić cudowny zapach, więc żołądek zaczął dopominać się o choćby łyk czegoś ciepłego. Zawahałam się chwilę, nawet zastanawiałam, czy nie rzucić się na lodówkę. I na pewno dobrze zrobiłoby mi, gdybym zaparzyła sobie tę świeżo zmieloną kawę i wzięła porządny haust, zanim w ogóle się odezwę. Zamiast tego wymamrotałam pod nosem jedyne, co przyszło mi do głowy, a co nie było po pierwsze mało wyszukaną obelgą, a po drugie wyrażeniem tęsknoty. Nie do końca wiedziałam, co chciałam swoimi słowami wyrazić, ale chyba brzmiało znacznie lepiej niż „tęskniłam, palancie!”:
– Mógłbyś się nie odzywać? 
– Mógłbym – odparł Konrad – ale chcę.
Ponownie zacisnęłam szczęki, znów z bezsilności. Powinnam się domyślić, że będzie mnie irytować, szczególnie że wyraźnie sprawiało mu to satysfakcję. Może po cichu liczyłam, że Czyżewski będzie mi schodził z drogi. Oczywiście – nic z tego! Już nie wiedziałam, co gorsze – widywanie go czy nie. 
– Och, przymknij się – wymruczałam niewyraźnie, odwracając się na pięcie i kierując się w stronę toalety.
– Tęskniłem, skarbie – usłyszałam, jeszcze zanim zatrzasnęłam za sobą drzwi. Oparłam się o nie, wzdychając cicho. Przez dłuższą chwilę próbowałam uspokoić oddech. Zostając zupełnie sama, gdy Konrad mnie nie widział, nie potrafiłam już ukryć mimowolnie pojawiającego się na mojej twarzy uśmiechu.
Nie zdążyłam odetchnąć i się uspokoić, kiedy usłyszałam pukanie tuż przy uchu. Odskoczyłam na środek łazienki jak oparzona, jednocześnie wydając z siebie ciche pisknięcie. Jedno wiedziałam: nerwica była blisko! 
– Ale nie siedź tam zbyt długo – powiedział Konrad. – Wychodzimy.
Wstrzymywałam oddech tak długo, aż upewniłam się, że Czyżewski odszedł od drzwi. Przypomniało mi się nasze spotkanie w Pożarowie pod koniec czerwca, pierwsze po kilku latach, kiedy to oboje nie chcieliśmy wchodzić sobie w drogę (cóż, według Konrada w zasadzie nikt nie powinien się do niego zbliżać), ale los, zapewne chichocząc pod nosem, zesłał nas w tym samym czasie w to samo odludne miejsce, skazując na emocjonalny rollercoaster. W dodatku przez pierwszych kilka godzin byłam w zasadzie uzależniona od Konrada, bo gdyby nie on, spałabym na gołym materacu, w dodatku brudna i głodna. Owszem, mogłam przejść kilka kilometrów lub złapać stopa do najbliższej stacji, wsiąść w pociąg do Poznania, ale wtedy zdecydowanie wolałam się schować, być z dala od wszystkich, pozostać odciętą od świata. I, co najważniejsze, użalać się nad sobą. Teraz czułam się dokładnie tak samo – uciekłam, a jako zło konieczne pojawił się Konrad. Znów byłam od niego uzależniona, nawet bardziej niż wcześniej. 
Po chwili jednak odetchnęłam z ulgą – to przecież dobrze, że los zesłał mi Konrada, prawda? Zawsze mogłam trafić znacznie gorzej...

*

W godzinach popołudniowych kręciliśmy się w okolicach Starówki. Ludzi było naprawdę sporo, więc przez większość czasu starałam się nie zgubić w tłumie. Konrad pewnie by na to nie pozwolił, bo ciągle trzymał mnie na oku – nawet jeśli starał się to robić dyskretnie, to i tak zdążyłam zauważyć, że pomiędzy zrobieniem jednego i drugiego zdjęcia, wciąż na mnie zerkał. On udawał, że wcale nie zwraca na mnie większej uwagi, ja natomiast starałam się zachowywać pozory pewnej siebie dziewczyny. Między nami naprawdę nic się nie zmieniło. 
Zawędrowaliśmy na taras widokiem na Wisłę przy Starówce, gdzie również zgromadził się mały tłumek, jednak zatrzymaliśmy się tam na chwilę dłużej. Trochę już doskwierało mi zmęczenie, ponieważ chodziliśmy naprawdę długo, ale mimo wszystko nie narzekałam – sporo zobaczyłam, więc to rekompensowało mój wysiłek, poza tym nie zajmowałam myśli sprawami, przed którymi starałam się uciec – a to chyba dobrze, prawda? Konrad okazał się doskonałym przewodnikiem, aż byłam mu wdzięczna, że nasz bardzo długi spacer nie przypominał tradycyjnej wycieczki po mieście. Tak naprawdę jedynie, czego mi brakowało, to bliższego kontaktu z Czyżewskim – chciałam czegoś więcej, niż pogadanek o pogodzie i anegdot na temat Warszawy; nawet jeśli nasza ostatnia rozmowa, jeszcze w Pożarowie, okazała się zupełnym nieporozumieniem i spotkanie po miesiącu rozłąki wyszło dość niefortunnie, to przecież znaliśmy się na tyle, by móc swobodnie porozmawiać. Tak przynajmniej myślałam, dlatego postanowiłam trochę Konrada sprowokować do szczerej rozmowy. Cóż, powiedzmy, że czepianie się o wszystko weszło mi już wcześniej w nawyk, ale postanowiłam zadać, jak myślałam, niewinne pytanie, które nie powinno od razu zepsuć dobrej atmosfery. 
Stanęłam przy Konradzie, opierając się plecami o barierkę. On obserwował rzekę, ja natomiast mogłam mu się przyjrzeć z bliska. Czekałam, aż zauważy, że gapię się na niego przez dłuższą chwilę, a gdy nasze spojrzenia na sekundę się skrzyżowały, zapytałam lekko, próbując się nie zaśmiać: 
– Myślisz, że łażenie za tobą i gapienie się jak robisz zdjęcia, to dla mnie przyjemność?
Na jego ustach pojawił się cień ironicznego uśmieszku, a mnie od razu coś ścisnęło w żołądku. Jejku, ależ brakowało mi takich drobnych rzeczy! 
– To, że ty za mną łazisz – odezwał się – nie jest przyjemnością dla mnie. – Pierwszy raz od pół godziny przyjrzał mi się uważniej. – Więc dlaczego tak to wygląda, chciałabyś zapytać? – powiedział, zanim zdążyłam wymyślić ripostę. – Wolałem nie siedzieć w mieszkaniu, skoro już tutaj przyjechałem, a skoro wypada cię przypilnować, to zabrałem cię ze sobą.
Konrad uśmiechnął się, tak charakterystycznie – jeden kącik ust zawsze wędrował nieco wyżej niż drugi, kiedy się z kimś droczył. Otaksował mnie swoim szelmowskim spojrzeniem, a później odwrócił wzrok i udawał, że interesuje go kadr przed nim – jego celem było chyba zrobienie zdjęcia Wisły z każdej możliwej perspektywy. Chciałam kontynuować temat i zapytać, co dokładnie oznacza według niego to nieco oskarżycielskie „wypada”, ale stojąc tak blisko i wciąż go obserwując, zauważyłam, że braknie mu... pewności siebie. Oczy nie mogły mnie mylić, Konrad wyraźnie unikał konfrontacji, więc moja próba szczerej rozmowy spełzła na niczym. 
Nie potrafiłam zliczyć rzeczy, za którymi ja wcześniej wielokrotnie chowałam się przed Czyżewskim, ale zauważyłam, że on w tamtym momencie skrywa się za tym aparatem. Łatwiej mieć w zanadrzu jakąś osłonę, niż się bezpośrednio wystawiać na cios, prawda? Do tej pory sądziłam, że dotyczy to tylko mnie, ale wreszcie zobaczyłam, jak wygląda to z innej perspektywy i przemknęło mi przez myśl, że naprawdę Konrada skrzywdziłam. Po tym wszystkim, co zdarzyło się między nami, znalazłam się po drugiej stronie. 
Zawsze miałam takie typowo dziewczęce marzenia – chcę być kochana! Kiedyś wydawało mi się, że to będzie łatwe, bułka z masłem!, po prostu mnie trafi i tak już zostanie na zawsze do końca życia. Początkowo to się sprawdzało, jednak w pewnym momencie moja cierpliwość się skończyła i w mojej głowie urodziła się myśl, aby odrobinę dopomóc szczęściu. Sprytne, prawda? Ten pomysł trafił na wyjątkowo żyzną glebę, na horyzoncie pojawił się bowiem Czarek, który był w stanie przybliżyć mi nieba, a dodatkowo dałam się namówić siostrze, aby spróbować stworzyć ten związek. Nie wiem, jak mogłam wtedy zagłuszyć własną intuicję! Nadal też zastanawiam się, dlaczego Sylwia nie stała po mojej stronie i pozwoliła mi wpaść w te sidła! Cóż, okazało się, że to nie szczęściu pomagałam, tylko złośliwemu chochlikowi. 
Zaraz potem natknęłam się na faceta, który dziś zabrał mnie na spacer po Warszawie i... wpadłam z jednej skrajności w drugą. Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, jakie pokłady cierpliwości drzemią w Konradzie Czyżewskim; chociaż trzeba przyznać, że on potrafił zatruć człowiekowi życie, to jednak przebywanie ze mną, cóż, nie należało do najłatwiejszych – szczególnie że do tej pory miotam się między wzdychaniem do niego a chęcią nienawiści, aby już nigdy więcej nie wzdychać. Wiedziałam jednak, że Konrad w pewnym stopniu odczuwał dokładnie to samo. Nauczona poprzednim doświadczeniem, wiedziałam też, aby nie ingerować, bo przecież szczęście doskonale poradzi sobie samo. Więc ja, Hanka Wrońska, postanowiłam wymagać od Konrada miłości do mnie, jednocześnie nie wymagając niczego od siebie. Chciałam być kochana, ale to wszystko nadal pozostawało w strefie marzeń, ponieważ wcale nie pozwoliłam się kochać.
I to wcale nie było takie łatwe. 
Oddaliłam się o kilka kroków i usiadłam ciężko na murku. Ślęczałam wśród kwitnących kwiatów, wokół kręcących się turystów i gwaru przyziemnych rozmów, nie mając siły już na nic. Tyle zostało z mojej pewności siebie i domniemanej dojrzałości. Gapiłam się bezmyślnie w chodnikowe płytki, mając minę zbitego psa. Dopiero po chwili dostrzegłam, że Konrad stał przodem do mnie, robiąc zdjęcie. Zacisnęłam usta, zmarszczyłam czoło. Musiałam wyglądać jeszcze żałośniej, on się tylko zaśmiał. Podszedł i usiadł obok. 
– Nie rób mi zdjęć – wymamrotałam.
– Za późno, zrobiłem już dziś kilka – odparł, wzruszając ramionami. Kiedy?, pomyślałam. Przecież nawet tego nie zauważyłam! – Chociaż, przyznaję, na większości masz ładniejszy wyraz twarzy. – Popatrzyłam na niego ze zażenowaniem, a on uśmiechnął się łagodnie. – No, dobrze, usunę to ostatnie, bo jeszcze się ktoś wystraszy, gdy będzie je oglądał.
Wymierzyłam Konradowi kuksańca, w odpowiedzi jęknął cicho. Nie potrafiłam się nie uśmiechnąć, kiedy mówił z rozbawieniem. Cholera, ciągle był tym facetem, który potrafił mnie doprowadzić do łez, czy to smutku, czy radości, a jego towarzystwo było wręcz uzależniające. 
– Wiesz co, chyba będziemy wracać do mieszkania, wyglądasz na zmęczoną – powiedział powoli. – Poza tym zanosi się na deszcz...
– Odwieziesz mnie do domu? – zapytałam cicho, przerywając mu. Coś ściskało mnie w środku tak bardzo, że mówiłam z trudem. 
– Tak, odwiozę – przytaknął bez wahania – ale jeszcze nie dzisiaj. Nie chcę jeszcze wracać, a chwilowy odpoczynek od Torunia też mi się przyda – zaśmiał się. Szkoda, że mnie wcale nie było do śmiechu.
– Wracasz do Torunia? – wykrztusiłam z siebie. Nie wiem, dlaczego aż tak bardzo mnie to zaskoczyło; założyłam, że Konrad wróci razem ze mną do Pożarowa i już tak zostanie. Moje wyobrażenia nie miały jednak odzwierciedlenie w rzeczywistości. 
– Pracuję tam – odparł krótko, po czym wziął głęboki oddech. Tak, zdecydowanie oboje nie chcieliśmy rozmawiać na ten temat. – Hanka, zobaczymy się na ślubie. W tej kwestii nic się nie zmieniło, prawda?
– Nie, nic – mruknęłam. W tamtej chwili ślub Joany i Emila był częścią szalenie odległej przyszłości. 
– To dobrze, bo nie wiem, czy teraz znalazłbym kogoś, kto chciałby ze mną pójść – zażartował. W odpowiedzi uśmiechnęłam się blado. Szczerze powiedziawszy, nie wyobrażałam sobie, abym miała Konrada wystawić, zgodziłam się, a nie chciałam wyjść na niesłowną. Mogłam jedynie odetchnąć z ulgą, dowiadując się, że jemu również na tym zależy. – Okej, spadamy – zadecydował.
Konrad wstał pierwszy i podał mi rękę. Z wahaniem pochwyciłam jego dłoń i pozwoliłam się udźwignąć do pionu. Zauważyłam, że mi się przygląda ni to zaciekawiony, ni to zatroskany. Ja natomiast nie potrafiłam tak po ludzku spojrzeć mu w oczy. Rozejrzałam się dookoła, strzepując z szortów niewidzialny pyłek i bez słowa ruszyłam w kierunku, który wydawał mi się najbardziej właściwy, Konrada zostawiając w tyle. Poszłam prosto przed siebie, nabierając niezłego rozpędu – poruszałam się znacznie szybciej, niż ludzie wokół mnie. Po dłuższej chwili palce zaciskające się na moim przedramieniu przytrzymały mnie, po czym zostałam gwałtownie obrócona o sto osiemdziesiąt stopni. Po ciele rozeszły się dreszcze, dokładnie z miejsca na skórze, gdzie poczułam ciepłą dłoń Konrada. Podniosłam wzrok, pozwalając naszym spojrzeniom skrzyżować się na dłuższą chwilę; kolor tęczówek przypominał niebo, w tej kwestii oczywiście nic się nie zmieniło. Czyżewski miał przyspieszony oddech, więc musiał za mną popędzić, abym nie zniknęła w gęstniejącym tłumie. 
– Hanka, nie w tę stronę.
Oboje patrzeliśmy, jak dłoń Konrada powoli przesuwa się niżej do mojego nadgarstka, a później nasze palce splatają się ze sobą. Rany, pomyślałabym, że umrę ze szczęścia, gdybym wtedy w ogóle mogła myśleć. Konrad znów zaczął mi się przyglądać, ale ja wciąż unikałam jego wzroku. Mijali nas ludzie, nie zwracając większej uwagi, niektórzy może wzięli nas za parę zakochanych turystów, ja przez chwilę nawet sama byłam w stanie w to uwierzyć. Staliśmy tak przed sobą tylko krótką chwilę, kiedy Konrad pochylił się nade mną, opierając swoje czoło o moje i wyszeptał:
– Możesz coś dla mnie zrobić?
– Uhm... – wymruczałam. Konrad odsunął się na odległość ramion, ja tymczasem wyślizgnęłam dłoń z jego delikatnego uścisku. Zerknęłam nieśmiało, zastanawiając się, jaką prośbę miałabym spełnić; przyglądając się przystojnej twarzy Czyżewskiego, wiedziałam, że wcale nie będzie łatwo go zadowolić. Leniwie rozciągające się w uśmiechu usta tylko potwierdziły moje obawy.
– Niech ten mały troll już sobie pójdzie, bo ma na ciebie bardzo zły wpływ – powiedział śmiertelnie poważnie, w pierwszym momencie nawet nie skojarzyłam, o co Konradowi chodzi. Dopiero w następnej chwili przypomniałam sobie, jak kiedyś nazwał mnie trollem i miałam ochotę walnąć go pięścią między oczy. Zamiast tego jednak zaczęłam się histerycznie śmiać, nie wiem, może wizja zrobienia mu krzywdy tak mnie rozbawiła, a może po prostu był to impuls, który uwolnił nagromadzone emocje. Pojedyncze łzy zaczęły mi spływać po twarzy i chociaż wyglądało to żałośnie, to nie przejmowałam się specjalnie, bo wcale nie było mi smutno.
– Jejku, coś ty zrobił – wykrztusiłam z siebie między jednym a drugim atakiem śmiechu – tusz mi spłynie!
Konrada oczywiście nie wzruszył mój nieco oskarżycielski ton, pociągnął mnie za sobą (tak, wcześniej zdecydowanie obrałam nieodpowiedni kierunek!), a ja grzecznie za nim popędziłam na najbliższy przystanek. Makijaż rozpłynąłby się tak czy inaczej – zanim wskoczyliśmy do autobusu, złapał nas deszcz. 

*

Dotarliśmy do mieszkania przemoczeni i w nie najlepszych humorach. Podróż autobusem w lepiących się do ciał ziębiących ubraniach skutecznie popsuła mi nastrój. Przez pierwsze kilkadziesiąt minut schodziliśmy sobie z Konradem z drogi, wiedząc, że wystarczy jedno słowo za dużo, aby wywołać niepotrzebną kłótnię. Czyżewski zaproponował, abym pożyczyła suche ciuchy od Oli – nie spodobał mi się ten pomysł, jednak moje odczucia zachowałam dla siebie, bo nie zabierając ze sobą niczego na zmianę, nie mogłam przecież wybrzydzać.
Poczułam się zdecydowanie lepiej, kiedy już założyłam znalezioną w szafie letnią sukienkę i wysuszyłam włosy. W międzyczasie Konrad zaparzył kawę i poprosił, żebyśmy usiedli na sofie w salonie. Chyba musieliśmy ponownie przyzwyczaić się do swojego towarzystwa, aby w ogóle zacząć rozmawiać. Cóż, gdyby na Starówce nie zaskoczył nas deszcz, pewnie mielibyśmy ten etap za sobą. 
– Przyznam nieskromnie, że zaparzyłem doskonałą kawę – Konrad odezwał się pierwszy, nie kryjąc zadowolenia z siebie; skromność to przecież jego drugie imię. 
– Taaak – zaśmiałam się, po czym zdmuchnęłam parę znad kubka – te doskonałe południowoamerykańskie ziarna potrzebowały wyłącznie ciebie, abyś mógł wydobyć z nich pełnię smaku.
– Nie kpij, Hanka – prychnął. – To działa dokładnie w ten sposób – powaga w jego głosie brzmiała wyjątkowo zabawnie. 
– Czyżby? – Popatrzyłam na niego podejrzliwie spode łba, spodziewając się, że nasza wymiana zdań, to tylko niewinne uszczypliwości, ale wtedy Konrad odłożył swój kubek na stolik, rzucając mi przydługie spojrzenie.
Przysięgam, że rozlewające się po ciele przyjemne ciepło nie spowodowała gorąca kawa, a gdybym stała, to ugięłyby się pode mną kolana – na szczęście siedziałam bezpiecznie na kanapie, zatopiona w miękkości poduszek i głębi błękitu oczu Konrada. Nawet już nie przejmowałam się tym, czy gapiłam się na niego jak naiwne cielątko, z otwartą buzią i świecącymi oczyma. I nie obchodziło mnie również, że on wyraźnie zauważał, jak na niego reagowałam. Czyżewski pochylił się nade mną, jednocześnie oparł łokieć niedaleko mojej głowy. Chciałam popatrzeć na jego usta – to mógłby być jednoznaczny sygnał, że czekam na jego pocałunek. 
Wszystko to trwało dosłownie... chwilę. I zaczęłam się zastanawiać, czy paradoksalnie tylko ja zauważyłam naszą wymianę spojrzeń. 
– Rozumiem, że ty tak świetnie gotujesz, bo masz dobre garnki? – zapytał szeptem, usilnie tłumiąc chęć zaśmiania się. Zagryzłam policzek od środka i przeklęłam w myślach – na siebie, bo przecież kto powiedział, że nie mogłam przed momentem przejąć inicjatywy? Pytanie Konrada rozbawiło mnie jednak na tyle, że postanowiłam kontynuować temat kawy i umiejętności kulinarnych. 
– To nie jest to samo! – pozwoliłam sobie zauważyć, starając mówić się tak spokojnie, jak tylko potrafiłam. 
– Czyżby? – Konrad powiedział to w podobny sposób jak ja chwilę wcześniej. Ach, a więc jeszcze naśmiewał się ze mnie! 
– Tak! – Postanowiłam sięgnąć po broń najcięższego kalibru i pokazałam mu język. 
– Masz jakiś argument potwierdzający twoją tezę?
– Owszem.
Szybko chwyciłam jedną z małych poduszek leżących za mną i przyłożyłam Czyżewskiemu. Celowałam w twarz, ale skubany miał dobry refleks, odchylił się na bezpieczną odległość, więc poduszka jedynie musnęła jego ramię. Oboje patrzeliśmy, jak wypuszczona z moich rąk broń wylądowała na podłodze. Szybko odłożyłam swój kubek, wiedząc, że na własne życzenie miałam kłopoty. 
– Żarty się skończyły, skarbie – wyszeptał, przenosząc wzrok na mnie. Znowu uśpił moją czujność, jego obniżony głos zupełnie mnie rozmiękczył; gdzieś umknął mi ten moment, gdy stałam się osobą bez własnej woli. Zanim zdążyłam wykonać jakiś ruch, Konrad pociągnął mnie za nogę, chwytając stanowczo za łydkę, a ja nawet nie stawiałam oporu, gdy znalazłam się w pozycji leżącej. – Masz coś jeszcze do powiedzenia, czy od razu przechodzimy od słów do czynów?
W mojej głowie pojawił się plan doskonały: spędzenie reszty popołudnia i całego wieczoru na tej sofie; ubrania były opcjonalne, ale obecność Czyżewskiego wręcz obowiązkowa. Niewiele brakowało, a podzieliłabym się z Konradem tym pomysłem, jednak sytuacja szybko się zmieniła. 
– Ktoś przyszedł – powiedziałam z przejęciem. Konrad również nie mógł nie usłyszeć chrobotu klucza, zresztą wyraz jego twarzy mówił wszystko. Podał mi rękę i w jednej chwili, właśnie w momencie, gdy Kowal wchodził do mieszkania, stanęłam swobodnie na własnych nogach.
– O, jesteście – zauważył mało elokwentnie Tomek. – Wcześniej was nie zastałem, więc postanowiłem pójść po coś do jedzenia. Dawno wróciliście? – Popatrzył to na Konrada, rzucającego poduszkę z powrotem na sofę, to na mnie rozglądającą się za swoim kubkiem. – Przeszkodziłem wam? – zapytał nieco rozbawiony.

*

Starałam się nie myśleć, co mogło się wydarzyć, gdyby Kowal nie zjawił się w mieszkaniu ani o żadnych innych scenariuszach. Po jego powrocie towarzyszyła nam wyjątkowo przyjemna atmosfera – żadne z nas nie miało ochoty na zaczepki czy tworzenie niepotrzebnych konfliktów, po prostu miło spędzaliśmy czas na rozmowach przy piwie i dobrym jedzeniu. Jasne, wyczuwało się nieco napięcia między nami, szczególnie od milczącego Konrada, który wolał zajmować się swoim aparatem, niż choćby dołączyć do oglądania filmu; Kowal coś wybrał, nie protestowałam, a w zasadzie nawet nie skupiłam się na treści, bo w trakcie oglądania prowadziliśmy luźną konwersację. Czyżewski oczywiście kręcił się wokół, czasem dołączył do rozmowy, ale przez większość wieczoru pozostawał jednak nieobecny myślami, a ja w obawie, że nagle gdzieś zniknie, kontrolnie na niego spoglądałam. Robiłam to najdyskretniej, jak tylko potrafiłam – przede wszystkim nie chciałam, aby Tomek coś zauważył. Poza tym obecność Konrada zmniejszała prawdopodobieństwo, że ten drugi poruszy któryś z niewygodnych wątków. Zgrabnie jednak omijaliśmy temat mojego przyjazdu do Warszawy, powodów, które mnie do tego skłoniły i zachowania Kowala, gdy już znaleźliśmy się sami w mieszkaniu. Sama myśl jak niewiele brakowało, abym się z nim przespała, wywoływała niesmak i wyrzuty sumienia – to nie tak, że Tomek wydawał mi się nieodpowiednim kandydatem, w innych okolicznościach pewnie nie towarzyszyłyby mi wątpliwości; przyjechałam do niego, żeby mnie pocieszył w sposób, jaki robił to... Konrad. 
Po pierwszym seansie Kowal zaproponował drugi film, jednak zmęczenie wzięło górę. Może wcale nie było jeszcze późno, ale wycieczka, którą zafundował tego dnia Konrad, kosztowała mnie dużo sił. Zakopałam się pod kołdrą i mimo wcześniejszych obaw zasnęłam dość szybko. Przebudziłam się na chwilę w nocy, zauważając, że Konrad śpi przy mnie, znowu w bezpiecznej odległości, jednak niedaleko, bo przecież w tym samym łóżku. Czułam się spokojniejsza, mając go przy sobie. 
 Rano obudziły mnie odgłosy z dołu. Rozejrzałam się, było już zupełnie jasno; Czyżewski spał spokojnie zupełnie nieświadomy, że Kowal krzątał się po kuchni. Spałam oczywiście w koszulce Konrada, założyłam tylko swoje szorty i po cichutku zeszłam na dół. O tym, że przebudziłam się akurat w tamtym momencie, musiała zadecydować intuicja – Kowal nie tylko już nie spał, ba!, wyglądało na to, że gdzieś się wybierał. Na jego widok poczułam dziwne ukłucie w żołądku – owszem, wczoraj gadaliśmy całkiem normalnie, ale o nieistotnych rzeczach i w ogóle nie poruszając tematu piątkowego wieczoru. Zastygłam w bezruchu i przez chwilę przyglądałam się Kowalowi, aż on sam odwróciwszy się, dostrzegł mnie kątem oka. Stanął przodem do mnie, ja nie wiedząc, co zrobić, zagryzłam dolną wargę, odwracając wzrok. Tradycyjnie już pierwsze, o czym pomyślałam, to ucieczka. Kiedy jednak odważyłam się wreszcie popatrzeć na Kowala, okazało się, że był on równie zdezorientowany, jak sterczące przed nim dziewczę z rozczochranymi blond włosami. To nieco mnie otrzeźwiło. Cholera, w tym braku rozsądku musiałam wreszcie odnaleźć odrobinę odwagi. Szczególnie że to właśnie przeze mnie oboje się tutaj znaleźliśmy. I oboje wiedzieliśmy, że znaleźliśmy się w złym miejscu, w złym czasie. 
– Pewnie powinnam zapytać, czy wychodzisz, ale to takie oczywiste, prawda? – powiedziałam zaspanym głosem, cicho, aby żadne z moich słów nie dotarło do śpiącego wyżej Konrada. – Wiesz co, mam jednak głupią nadzieję, że idziesz po bułki – rzuciłam, próbując zażartować. 
Kowal uśmiechnął się. Widząc unoszące się w górę kąciki ust, podeszłam do kuchennej wyspy i przytrzymałam się blatu, bo miałam wrażenie, że zaraz upadnę: tak po prostu ugną się pode mną nogi i nie zdołam utrzymać równowagi. Bo był to chyba najpiękniejszy uśmiech, jakim ktoś kiedykolwiek mnie obdarzył – uroczy i odrobinę nieśmiały, wyrażający radość, ale przełamany czymś cierpkim, co uderzyło mnie najbardziej. Szczery do bólu – fizycznego, skoro na krótki moment straciłam panowanie nad swoim ciałem. 
– Nie chcę, żebyś wychodził – wymamrotałam wreszcie. Zabrakło w tych kilku słowach determinacji; oboje usłyszeliśmy w tonie mojego głosu, że cokolwiek teraz powiem, nie będzie już miało znaczenia. 
– Haniu, czy ty tego nie widzisz? – Popatrzył na mnie protekcjonalne, co nie pobadało mi się już wcale. W ogóle teraz chciałam wybuchnąć i nakrzyczeć na niego, bo zadawał idiotyczne pytania. – Troje, to już tłum – stwierdził lekko Kowal, aż nazbyt swobodnie. Jednocześnie powiedział to tak, jakby już nie raz bywał „tym drugim” i zdążył się do tego uczucia przyzwyczaić. Zacisnęłam usta, od środka zagryzłam policzek, tylko to mnie powstrzymywało, żeby nie powiedzieć czegoś naprawdę głupiego. Będąc naiwną, w głowie wciąż szukałam argumentu, który mógłby do niego trafić. Kowal jednak uprzedził mnie, odzywając się jako pierwszy: – Poza tym – zająknął się – to nie wyjdzie...
– Posłuchaj, Kowal, ja po prostu...
– Nie przerywaj mi – poprosił, zanim po raz kolejny zdążyłam zrobić z siebie kompletną idiotkę. – Za bardzo naciskałem, nie zaprzeczysz.
Nie mogłam, więc milczałam. Ponownie odwróciłam wzrok. Chciałam mieć choćby pół minuty na pozbieranie myśli. Cholernie trzydzieści sekund! Wierzyłam, że tyle czasu wystarczy, aby jeszcze wszystko naprawić. Szkoda, że w głowie miałam zupełną pustkę. Zacisnęłam dłonie w pięści, tak mocno, aż zbielały mi knykcie. Musiałam go jakoś zatrzymać, nawet jeśli w piątek wieczorem rzeczywiście posunął się trochę za daleko, to dobrze zdawałam sobie sprawę, że nie chciał wykorzystać sytuacji, aby się wyłącznie zabawić i nie zrobiłby niczego wbrew mnie. Musiałam wziąć głęboki oddech i to mu właśnie powiedzieć, bo wtedy mogłam zatrzymać go na nieco dłużej. 
Zwlekanie z odpowiedzią nie przyniosło jednak niczego dobrego. Kowal nie czekał w nieskończoność na jakiś odzew, co wcale nie było dziwne (chociaż akurat w tamtym momencie doprowadzało mnie do szału).
– Niepotrzebnie pomyślałem, że jednak nam wyjdzie – wyszeptał na koniec głosem tak przejmującym, że aż przestałam na chwilę oddychać.
To był koniec, taki mały, zamykający coś, co przez wielu nawet nie zostało zauważone, a mnie ścisnęło za serce tak mocno, że ono zapomniało, jak powinno bić. 
Kowal zaczął się wycofywać, aż wreszcie otworzył drzwi na klatkę i wyszedł. Wtedy rzuciłam się w tamtą stronę, zupełnie nie przejmując się moim niekompletnym strojem, bosymi stopami i rozczochraną głową. Pobiegłam czym prędzej, kilka metrów za drzwiami łapiąc Kowala. 
– Tomek, no ej, to nie może tak być – jęknęłam przeciągle; gdybym stała z boku, zapewne wyśmiałabym dziewczynę, która błaga mężczyznę, żeby z nią został – a musiało wyglądać to po prostu żałośnie.
– Posłuchaj – zaczął, stając naprzeciw i chwytając mnie za ramiona. Na ustach błąkał się cień uśmiechu, tak charakterystycznego dla niego. – Jakoś nigdy mi nie przeszkadzało, że dziewczyna za mną biegnie i skomli, żebym został – wyznał z lekkim przejęciem – jednak to zwykle ja łamałem jej serce i zostawiałem, bo to ona zdążyła mi się znudzić po kilku dniach. 
– To chociaż powiedz mi wprost, że ktoś na ciebie czeka – poprosiłam łamiącym się głosem. Nie wytrzymałam i zaczęłam mówić, nie do końca jeszcze rozumiejąc to, co właśnie powiedział. – I powiedz mi, proszę, dlaczego, ja też chciałabym być tą jedną z wielu...? 
– Ale teraz jest inaczej – przerwał mi wreszcie, spokojnie kontynuując swoją myśl – bo to nie ja łamię czyjeś serce.
– Co...? – wymamrotałam po dłuższej chwili wpatrywania się to w jego oczy, to w usta, gdy doszedł do mnie sens jego słów. – Więc kto? Przecież to ty wychodzisz...
Nie zdążyłam dokończyć, bo Kowal zakrył moje wargi swoimi. Desperacko chwyciłam go za ramiona, mocno, bo tym razem wcale mi się nie wydawało, że upadnę – ja po prostu leciałam. Początkowo byłam nieco zaskoczona jego zachłannym pocałunkiem, ale już po chwili potrafiłam odpowiedzieć z całą mocą. Jedna ręka Kowala powędrowała wyżej, aż wreszcie ujął moją twarz w dłoń, druga natomiast przytrzymywała mnie w pasie i przyciągnęła jeszcze bliżej. Przesunęłam dłonie wyżej, zaplatając ramiona na jego szyi, by być naprawdę blisko. On wplótł palce w moje włosy. Jęknęłam cicho, gdy przez moment nie potrafiłam złapać oddechu. Będąc przy Kowalu, zdążyłam zapomnieć o całym świecie. 
Nie wiem, ile to trwało, straciłam poczucie czasu, zupełnie zapomniałam o zdrowym rozsądku i o konsekwencjach tej chwili. Naprawdę myślałam tylko o tym, co tu i teraz, mając gdzieś niedaleką przyszłość. W tamtym momencie nie przypomniałam sobie o moich piątkowych rozterkach, gdy żałowałam przyjazdu do Warszawy. 
Tomek sam zadecydował, kiedy skończyć. Odsunął się ode mnie na milimetr, by za chwilę zbliżyć swoje wargi do mojego ucha. 
– Nie mogę kochać dziewczyny Konrada. – Wzdrygnęłam się lekko na dźwięk tego imienia. – A jestem przekonany, że potrafiłbym cię pokochać naprawdę, Haniu – szepnął. – A wiesz, skąd to przekonanie? – zapytał cicho, na co ja tylko delikatnie pokręciłam głową. – Bo już zdążyłem się w tobie zakochać.
Kowal w jednej chwili puścił mnie, zrobił dwa kroki w tył, a później odwrócił się i odszedł. Tak po prostu. Nawet nie spojrzałam mu w oczy, tak szybko zniknął. Nieco oszołomiona stałam, zaciskając usta, starając się smakować resztkę naszego pocałunku. Tylko tyle zostało mi po Kowalu. 
Tylko czy gdybym była naprawdę przekonana, że powinnam walczyć o to, co zadziało się między nami, to nie zrobiłabym jednego kroku naprzód? Nie zbiegłabym schodami w dół i nie wybiegła na ulicę, nawet jeśli miałam na sobie koszulkę innego faceta, która służyła mi w nocy jako piżama? Czy nie wyznałabym Kowalowi dokładnie tego samego? 
Zamiast tego zdecydowałam się wreszcie wrócić do mieszkania, bo stanie na korytarzu nie miało już większego sensu. Nie spodziewałam się jednak natknąć na Konrada, kręcącego się po kuchni – gotował wodę w czajniku, wyjął już puszkę z kawą z szafki, w ogóle zachowywał się bardzo normalnie. Naprawdę zdziwił mnie ten widok, chociaż nie powinien – w końcu on był tu u siebie bardziej niż ja, Kowal i Ola razem wzięci, jednak mając głowę zajętą pocałunkami, mogłam o tym zapomnieć, prawda? 
Zamknęłam drzwi, zastanawiając się, co i czy w ogóle Konrad coś usłyszał z mojej rozmowy z Kowalem. Gapiłam się na niego, czekając, aż Czyżewski coś powie. Starałam się uspokoić oddech, ale po pocałunkach Kowala potrzebowałam na to dłuższej chwili. 
– Dzień dobry – zaczął tak zupełnie niewinnie. – Widziałaś ducha?
– Widziałam... co? – powtórzyłam głupkowato.
– Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha – uściślił. – Albo przebiegła półmaraton, chociaż w twoim przypadku to drugie wydaje mi się znacznie mniej prawdopodobne. – Podszedł do mnie i wręczył mi kubek z kawą. Zrobił to w tak perfidny sposób, że zdążyłam się poparzyć, zanim swobodnie chwyciłam za ucho. Podniosłam na Konrada wzrok, cwany uśmieszek gościł na ustach, a w oczach błyszczała wściekłość. Konrad Czyżewski w swoim najgorszym wydaniu. Zabrał swoją kawę i rozsiadł się w salonie. Obserwowałam go, wciąż stojąc w tym samym miejscu. – Wiesz co – powiedział w tak obrzydliwie cyniczny sposób – nawet jestem ciekawy, co takiego ci powiedział.
– Może to, czego ty nie chciałeś – wycedziłam przez zęby, nawet nie zastanawiając się nad wydźwiękiem moich słów. Jeszcze niedawno widząc coraz mocniej zaciskającą się szczękę Konrada, odczuwałabym dziką satysfakcję. Jeśli jednak istniał szczyt wyrzutów sumienia, to właśnie go osiągnęłam. Brawo, swoim zachowaniem pokazałam, że wcale nie byłam gorsza od niego w krzywdzeniu najbliższych. 
– Pakuj się – powiedział beznamiętnie – wracasz do domu.

22 komentarze:

  1. Zostawiam na razie milion serduszek pod rozdziałem <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, co się właśnie wydarzyło i sumie to chyba nie chcę wiedzieć. Mogę tylko przyznać, że cholernie dobrze bawiłam się przy tym rozdziale.

    Mam tylko jedną prośbę: więcej Kowala! <3 W ogóle najlepiej, gdyby dostał własne opko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wróciłaś do koszuli. Ale sie ciesze,bie potrafię tego wyrazić. Ku mojemu zdziwieniu całkiem sporo pamietam. Pamietam, a ten rozdział tylko utwierdza mnje w przekonaniu, jak wspaniały jest Kowal i jakby wspaniałe bulo,gdyby był z Hanka,gdyby ta nie kochała Konrada, a on iej. Naprawdę nie moge z ta dwójka,czy oni nie mogą przestać i po prostu byc szczerzy? Konrad ma pewno wie,stad to zachowanie... ciekawe,co Brdzie dalej. Nie podoba mi się ta opcja Toruń. Ja chcę zeby oni sobie zycie ułożyli razem,a nie ;) czekam na ten ślub;serio

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekałam tak długo aż coś się tutaj pojawi, a teraz nie wiem, co mogłabym napisać. Bo choć uwielbiam te podchody pomiędzy Hanką a Konradem, to tutaj nieco mnie to wszystko drażniło. Wymieniali słowa, ale nie rozmawiali ze sobą. Nie wiem też gdzie podział się ten zadowolony nastrój Konrada, gdy odkrył, że Hanka była na miejscu i jeszcze spała w jego koszulce. Sądziłam, że teraz to może nie będzie już z górki, ale przynajmniej nie pod nią. Zamiast tego kolejne burczenie, raniące odzywki, a na koniec jeszcze zraniony Kowal którego chciałoby się jedynie przyciągnąć do siebie i zamknąć w mocnym uścisku. I dopiero teraz, gdy zrzuciłaś na nas taką bombę, a Hanka zdaje się być niezdecydowana bardziej niż zazwyczaj, zaczynam zastanawiać się czy to, co ona czuje do Konrada jest prawdziwie. Czy nie jest przypadkiem tym, co chciałaby czuć, bo przecież kocha się w nim od tak długiego czasu, bo mieli kilka momentów. A z drugiej strony, chociaż to całe zakochanie się Kowala jest naprawdę słodkie, odbierając facetowi jego zwyczajną pewność siebie, nie chciałabym, żeby zraniła go bardziej niż teraz, gdy on wie, że ona nie jest w stanie odwzajemnić jego uczucia. Nie tak naprawdę. Jak widać, jestem naprawdę rozdarta i w zasadzie nie wiem, co myśleć o tym wszystkim.
    Mam nadzieję tylko, że już niedługo odbędzie się ten ślub, a Hanka i Konrad faktycznie ze sobą porozmawiają. I zdecydują się. W jedną albo w drugą stronę. Bo takie tkwienie w próżni jest naprawdę męczące.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. W scenie Hani z Kowalem na klatce schodowej popłakałam się (a to często ni się nie zdarza ;) ) Tak się cieszę ze wróciłaś do koszuli i mam nadzieję, że teraz rozdziały będą pojawiały się częściej :) prawie cały rok czekałam na kolejny rozdział i w końcu jest :D Życzę dużo weny! /Roza
    PS. Teraz pod prawidłowym rozdziałem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wreszcie się pojawił rozdział!
    Nie napiszę wiele, bo późna pora, a ze mnie już uleciała cała enrgia, ale ten rozdział jest moim ulubionym. Co z tego, że jest smutny, bo jak widzisz (a raczej nie widzisz) doprowadziłaś mnie do płaczu. Biedny Kowal... Szczerze? Mam ochotę porządnie trząsnąć Hanką, bo zachowała się okropnie w stosunku do Tomka!Rozkochała go w sobie i dała mu nadzieję. W dodatku nie wiem, czy nawet zauważyła, co zrobiła. Dopiero gdy już mleko się rozlało, a Kowal odszedł ze złamanym sercem, coś jej w głowie pykło 😠 Szkoda mi go. Hanka ewidentnie ma coś z Konradem i byłoby cudem, gdyby sobie uświadomiła, że on nie dojrzał do związku! Przynajmniej tak się Czyżewski zachowuje. Niby jest zazdrosny o to, że Hania rozmawiała o CZYMŚ z Kowalem, a jednak zamiast powiedzieć wprost, co do niej czuje, bawi się nią. A nasza blondynka jest na tyle naiwna, że pozwala mu na to. Współczuję jej, bo weszła w bagno i nie łatwo będzie jej z niego wyjść. Mam nadzieję, że jednak przejrzy na oczy. I choć kiedyś shipowałam Hanię i Czyżewskiego tak teraz mam wątpliwości, czy cokolwiek z tego wyjdzie. Może to nie prawdziwe uczucie, a H. się wydaje, że tak wygląda miłość?

    Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za odzew pod rozdziałem, cieszę się, że po roku przerwy ktoś chciał jeszcze tutaj zajrzeć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekamy na kolejne, nie ma tak dobrze!

      Usuń
  8. Dopiero teraz zobaczyłam, że pojawił się rozdział. Gapa ze mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Tyle czasu czekałam na nowy rozdział i nareszcie się pojawił :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uzależniłam sie od tego opowiadania a działki dostępne sa tak rzadko :/ eeeh... Dawno był poprzedni post a ja nie musiałam sie cofać miliony lat żeby przypomnieć sobie co sie dzieje - to oznacza ze historia zapada w pamięć xd moje serce jest podzielone miedzy Kowala a Konrada ale nie są to równe części. Tomek choć cudowny nie podbił mnie tak jak Konrad. Jedynie Hanka mnie niemiłosiernie denerwuje bo jej zachowanie, jej postać jest tak infatylna 😣 Czekam na ciąg dalszy i mam nadzieje ze nie będzie to rok xd
    Gigi
    Ps. Wybacz że bez składu i ładu, interpunkcji itd. ale jestem na haju 😂

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy jakoś niedługo będzie następny rozdział? Bo piszesz świetnie i nie mogę się doczekać następnego :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Za ile kolejny rozdział? :)
    Czekam z niecierpliwością ! :*

    W wolnej chwili zapraszam równiez do siebie - http://myybestenemy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Super opowiadanie! Czekam na więcej!

    Mój blog!

    OdpowiedzUsuń
  14. Cześć :) Będzie można jeszcze kiedyś przeczytać coś Twojego? Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem największym lamusem na świecie i nie mogę się zabrać za pisanie, ale teraz jestem bezrobotna (lol, przemilczmy to XD), więc mam zamiar nadrobić.
      Mam wielką ochotę napisać jakieś romansidło i skończyć RK, bo myślę, że zasługuje na zakończenie.
      Jutro mam misję "pisanie", może pobawię się trochę w JK Rowling, haha, taki sucharek.
      Pozdrawiam z Edynburga!

      Usuń
    2. Jakieś romansidło byłoby fajne, szczególnie w Twoim wykonaniu :) Szkoda, że tak się trochę te blogi posypały. Mało kto już pisze, a przynajmniej ze "starej gwardii". Pozdrawiam mimo wszystko cieplutko i będę co jakiś czas zaglądać :)

      Usuń
    3. Zależy kogo masz na myśli, część osób jest na wattpad.
      Dzięki, miło jest wiedzieć, że komuś się podobało, co robiłam;) trochę mi tego brakuje, takiego kreatywnego zajęcia, ale jak zawsze w moim przypadku, najtrudniej się za coś zabrać.

      Usuń
    4. No między innymi Ciebie, mosane, coxon. Ja jestem tępa jak chodzi o wattpad, więc w sumie nie dziwię się, że nic o tym nie wiem.

      Usuń
    5. A, to rzeczywiście, nowości naszej trójki akurat próżno szukać... ;)
      Ja też jestem wattpadowym tępakiem, założenie miejsca w internacie z opowiadaniami (oj, przepraszam, z książkami) jest okej, ale sam portal nie koszmarnie nieintuicyjny i mam wrażenie, że żyje swoim życiem, zamiast ułatwiać poruszanie się po nim.

      Usuń

Dziękuję za komentarz!

Jeśli nie chcesz się logować lub po prostu nie posiadasz konta, użyj opcji "Nazwa/adres URL"